O czym szumią fale Bałtyku?

Na pytanie, co to jest romuva, większość ludzi wzruszy ramionami i pójdzie dalej. Nic dziwnego. Słowo zaginęło w mroku dziejów i dopiero dziś wskrzesili je Litwini. Nazwa przywodzi jakby z zaświatów nazwę starej religii tych ziem. W okresie przedchrześcijańskim na terenach zamieszkiwanych przez Bałtów była to popularna religia. Dzięki niej powstały zręby społeczeństwa. Symbol Romuva lub Romowe było miejscem kultu założonym przez narodowego bohatera i władcę tego regionu ziem nadbałtyckich. Legenda mówi o dwóch braciach założycielach państwa, kultury i odrębnej tożsamości popartej systemem wierzeń. W miejscu tym, jak u wielu narodów tego czasu i miejsca, znajdował się obiekt przyrody ożywionej lub fragment krajobrazu. W Romove znajdował się wiekowy dąb, symbolizujący siłę i długowieczność. Na dębie umieszczono pięknie wykonane figury przedstawiające główne bóstwo z bałtyjskiego parnasu.

Ludzie ze wschodniej części wybrzeża Morza Bałtyckiego potrzebowali, jak zresztą inne narody wentyla bezpieczeństwa, który przyjmował w tym czasie formę wierzeń. Zawór bezpieczeństwa potrzebny był, by oswoić rzeczywistość i wyjaśnić sprawy trudne do ogarnięcia rozumem.

Źródło: https://slowianskiesymbole.wordpress.com

Reklamy
ręce boga

Ręce Boga – krzyż jest starszy niż chrześcijaństwo

Źródła archeologiczne dają podstawy, by sądzić, że symbol krzyża lub tak zwane ręce boga był w starożytności i jeszcze wcześniej w prehistorii symbolem przynależnym bóstwu naczelnemu. W zamierzchłej przeszłości figurą tą było słońce. Słońce dające życie. Słońce, które z niezmąconą regularnością pojawiało się na niebie każdego dnia.

ręce boga

Symbol Ręce Boga

Promienistość symbolu ma ścisły związek wyobrażeniem gwiazdy dziennej i przyporządkowaniem wizerunku temu największemu z bogów. Wiele z wyobrażeń zostało przeniesionych na wyroby rękodzieła artystycznego i rzeczy codziennego użytku. Jednym z bardziej znanych znalezisk potwierdzających te rozważania może być naczynie odkryte na terenie Polski. Jego kształt jest charakterystyczny dla rękodzieła spotykanego na terenach centralnej Polski. Na jego ścianach widać postać w postawie wyprostowanej. Jest to prymitywny piktogram, w którym nietrudno dostrzec człowieka. Ma on dużą i okrągłą głowę z wielkimi oczami. Na twarzy zaznaczono jedynie oczy. Reszta ciała narysowana jest prostymi liniami i przypomina dzisiejsze piktogramy przedstawiające informacje w centrach handlowych lub ikonki w internecie albo, co charakterystyczne dyscypliny sportowe. Na szczególną uwagę zasługują dłonie człowieka z naczynia liturgicznego.

ręce boga

Są olbrzymie w stosunku do reszty ciała. Przypominają wielkie grzebienie, zębów w każdym z grzebieni jest tyle ile palców w ludzkiej dłoni. Nie sposób się oprzeć wrażeniu, że rozbudowane dłonie są przedstawieniem słonecznych promieni. Postaci na naczyniu jest więcej. Wszystkie są w towarzystwie dużych i masywnych zwierząt. W części z nich można widzieć konie, ale jest to luźne skojarzenie. Pozostałe przypominają wyglądem rogate tury. Jest też grupa zwierząt o imponujących rozwidlonych rogach jelenia. Intrygująca jest też postać wyglądającą jak wyobrażenie ducha. Można pomyśleć, że to kapłan w długiej szacie. Jest co prawda o wiele niższy niż pozostali, ale jego dłonie są tak samo okazałe. Kolejna postać sprawia wrażenie Żercy, który przygotowuje się do złożenia ofiary ze zwierzęcia.

Spis symboli: http://symboleswiata.pl

Komu dobry los? Rola Rodzanic.

Jak ważny jest dla rodziców los ich dzieci, wiedzą wszyscy, którzy posiadają potomstwo. Od kołyski człowiek chucha i dmucha, by dzieciątko rosło, nie chorowało i dobrze się rozwijało na pociechę rodzicielom i całemu światu i martwi się przeogromnie. W dawnych czasach rodzice, chcąc zyskać dla swego potomstwa powodzenie w życiu, modlili się do bóstw opiekuńczych. Bóstw odpowiedzialnych za bieg doli przychodzącego na świat malca.

Rodzanice wespół z bóstwem nadrzędnym pojawiały się w kilka dni po narodzinach maleństwa i wieściły jego przyszłość. Trzy wieszczki przynosiły dary przyszłości, a wcześniej opiekowały się przyszłą matką do chwili rozwiązania. Wysoka śmiertelność wśród noworodków była przyczyna tak wielkich starań. Czas ciąży i połogu był też niebezpieczny dla matki. Bez nowoczesnej opieki lekarskiej zdarzały się powikłania, którym szamani i znachorki nie potrafiły zaradzić. Wiara w duchy opiekuńcze, zapewniające dobre życie i porządek była rozpowszechniona na całe terytorium zamieszkiwane przez ludy zaliczające się do grupy plemion słowiańskich.

 

Źródło: https://bogowieslowianscy.pl/rodzanice/

Namiętne drzewo

Na skraju wsi prawie pod lasem rośnie drzewo. Jest olbrzymie. Pień gruby, że siedmiu rosłych chłopa go nie obejmie. Z daleka, gdy patrzysz, widzisz kształt wielkiego grzyba na niskim i krepy trzonie. W dawnej kulturze było synonimem kobiecych walorów. Pod nim latawiec czatował na swe ofiary, a latawica gotowa była oddać się swemu wybrankowi. Lipy czczono z należytą atencją. Noszono pod drzewa dary. I nie ma tym nic dziwnego. Wystarczy przypomnieć sobie wszystkie czerwce pod lipą, która rozkwitając karmi nieprzeliczone rzesze pszczół i innych owadów zlatujących się z okolicy. Wabione przesłodkim zapachem lipowej, słodkiej i lepkiej jak lubrykant wydzieliny. Nie trzeba być demonem, by chcieć wybrać takie drzewo na miejsce schadzki. Latawiec zresztą nie był wybredny. Właściwe miejsce było wszędzie. Zagorzały hedonista czerpał z życia pełnymi garściami. I niezrozumiały jest fakt reakcji późniejszych chrześcijan i stosunek ich przewodników duchowych do aktów prokreacji i związanych z nim przyjemności. Zubożał język, którym można było rozmawiać o seksie. Ile się teraz trzeba natrudzić, by napisać dobry tekst i nie popełnić gafy, nie być śmiesznym. Życie latawiec miał frywolne jak motyl Emanuel ze znanej bajki dla dzieci. Lepiej tego głośno nie mówić, żeby jakiś purytański pis-tolet nie podchwycił i nie chciał zakazać bajki dzieciom.

Chrześcijaństwo wygnał latawce spod lip i znalazło sposób na zagarnięcie miejsca. Wrogie przejęcie odbyło się przy użyciu wizerunku matki. Nie wiem co o tym myśleć. Działania takie kojarzą się nieodmiennie z brudną polityką, lecz sprawny PR zrobił swoje i to skutecznie. Od piętnastego stulecia na lipach zawisły kapliczki poświęcone matce zbawiciela.

jare gody

Święto życia i młodości

Święto Jare Gody ma niewątpliwie przedchrześcijański rodowód. Powstawało w kulturze dawnych Słowian, jego patronem był Jarowit, piękny młodzieniec. W nazwie zawarty jest starodawny rdzeń jer- lub jar, pochodzący ze staro-indoeuropejskiego dialektu. Znaczy mocny, młody i krzepki. Dawniej tak właśnie nazywano nadchodzącą wiosnę.

W przyrodzie pod wpływem zmian w nachyleniu ziemi, jak co roku rozpoczynała się seria zmian. Przesilenie wiosenne stawało się faktem. Od tego dnia granica między dniem i nocą przesuwała się w kierunku dłuższego dnia. Przyroda wysyłała coraz więcej sygnałów.

jare gody

W tym czasie organizowane były Jare gody. Wprzód trzeba było przygotować się dobrze do obchodów święta, które trwały dość długo. Początkiem był dzień przesilenia; koniec czasu zabawy przypadał często na następną pełnię księżyca. Przed świętowaniem odprawiano pozimowe porządki. Sprzątali wszyscy i wszędzie. W domach, na strychach, w komorach, łaźniach i przed domem. W zabudowaniach inwentarskich i stodołach każdy gospodarz też musiał uładzić, a i pole trza było obejść, by zobaczyć, co się zmieniło i sprawdzić stan pola, czy obeschło, czy woda po roztopach i wylewach rzeki nie naniosła zwalonych kłód. Wszystko na Jare Gody musiało być poukładane i zlustrowane. Baby w las chadzały za chrustem i przynosiły wiedzę o tym, co się tam dzieje.

Jare Święto to był faktyczny początek roku dla wszystkich zaangażowanych w roli. Od kiedy ludzie osiedli i nie szukali środków do utrzymania po okolicy, święta wyznaczające kalendarz rolniczy były najważniejsze. Ich obchody dawały ludziom poczucie spełniania i bezpieczeństwa. Oddanie czci bogom i odprawienie stosownych ceremonii chroniło w mniemaniu ludzi od wszelkich złych mocy. Było rękojmia w staraniach o urodzaj. Czasem zdarzało się, że prośby nie zostały wysłuchane. Wtedy na pewno złe moce maczały w tym swoje brudne łapy.

Jare Gody, choć pod inną nazwą i w zmienionym repertuarze ceremonii obchodzone było przez wszystkie ludy rejonu Europy. Tam, gdzie dzień przesilenia wiosennego był sygnałem informującym o nadchodzących zmianach na niebie i na ziemi. Dnia przybywało coraz szybciej i równonoc wiosenna dawała wreszcie przewagę dniom. Więcej słońca w trakcie coraz dłuższego dnia i ciągle zmieniający się kąt nachylenia orbity ziemskiej dawał sygnał do nagłego przebudzenia się większości zwierząt przesypiających zimę. Zaczynały kwitnąć leszczyny i oczary, a więc owady na Jare Gody budziły się zwabione nagłą eksplozją drobnego kwiecia.

Święta chrześcijańskiej wielkiej nocy są efektowną kompilacją starych tradycji sięgających praindoeuropejskich początków.

Źródło: https://slowianskibestiariusz.pl/zycie-slowian/swieta/jare-gody/

marzanna

Bogini cała ze śniegu

W każdej mitologii jest bóg jeden najważniejszy. Bóg, który stoi na czele boskiego panteonu. Prezes zgrai bogów, bożków i demonów. Obok tego najwyższego byli bogowie o niższej randze. Zajmowali się, każdy swoją działką. Przydzieloną najłaskawiej przez głównego boga. W słowiańskim panteonie postaci niezwykłych była bogini o zmiennej naturze i historii. Kto był ową boginią? Marzanna. Królowa srogiej zimy i śmierci jak mówią niektórzy.

Co zostało z tych dawnych czasów? Najbardziej słychać echo dawnej bogini wśród Czechów, Słowaków i Polaków. Dawna bogini jeszcze za czasów wczesnosłowiańskich była panią wszystkiego. Pewnie jej kult był zrazu lokalnym obyczajem. Rodzicielka bogów, ziemi wszystkich ludzi. Taka kiedyś była Marzanna.

marzanna

Jaki etat w końcu objęła mroźna bogini. Otóż stała się patronką najzimniejszej pory roku. Sroga zima stała się jej synonimem. Śnieg, zawierucha i lutowe sople na okapach dachów. Nadchodziła, biorąc we władanie ziemię. Usypiając ją na najbliższe kilka miesięcy. Cała przyroda jakby zamierała, jakby ją śmierć kładła do snu. Jednak wszyscy wiedzieli, że Marzanny czas w końcu minie, że wiecznie nie może trzymać świata w okowach lutej zimy.

Ciekawe czy w okresach zlodowaceń ponad dwadzieścia tysięcy lat temu była główną z głównych. Zima wtedy folgowała sobie, ile wlezie jak na dalekiej Syberii. Bardzo długie lato kończyło się dopiero po niecałych dwóch miesiącach, doliczając do tego wiosnę i jesień. Śnieg, zaspy i wicher tak zimny, jak wypuszczony z chłodni, nie dawał ludziom chwili wytchnienia. Przeganiał z miejsca na miejsce za migrująca zwierzyną, nie pozwalając rozniecić ogniska.
Kiedy lód ustąpił, a prądy oceaniczne przywróciły równowagę klimatyczną, ludzie w ciągu krótkiego czasu nauczyli się uprawiać rolę. Osiedlali się w jednym miejscu i uprawiali ziemię wydartą puszczy. Wtedy bogini Marzanna rządząca swym przydziałem czasu stała się ważną kobietą. Od jej odejścia uzależnione były zbiory. Urodzaj i ilość pożywienia. Nie było nic ważniejszego na świecie dla ludzi zależnych od pogody i wegetacji roślin.

marzanna

Jej imię w podobnych odmianach przetrwało do dziś w językach Europy i jak wiele słów ma swój rodowód w indoeuropejskich korzeniach. Korzeniach wrosłych tak głęboko, że trudno się do nich dokopać współczesnym naukowcom. Cząstka -mar znaczyła zawsze śmierć. Choć może śmierć była tylko metaforą. Kolejne skojarzenie odnosi się do morza. I śmierć i kraina zmarłych wiodła ludzi za morze. W całą sprawę zamieszany był Mars. Do niego porównywano Marzannę. Jak dziwnymi drogami chadza ewolucja i wszelkie inne przeobrażenia.

Więcej informacji: https://slavicfaith.wordpress.com/2016/09/22/marzanna-kogo-topimy/

jaryło jarowit

Jarowit na białym koniu, jak bohater narodowy

Jarowit był najokazalszym z bogów słowiańskich – o czym możecie dowiedzieć się tutaj – https://slowianskibestiariusz.pl/bogowie/jarowit-jarylo/ do czego gorąco zachęcamy. Jego postać na białym rumaku wyróżniać, by się mogła z tłumu nawet podobnie rosłych młodzieńców. Siwek ze złotą grzywą był jego najczęściej pokazywanym atrybutem. Oprócz dorodnego Bucefała posiadał oręż. Była nim złota i ogromna tarcza. Osłaniał nią lewe ramie. Siłacz z niego musiał być nie lada. Tarcza odbijała złote błyski wiosennego słońca. Wiosna też była jego czasem. Porą, kiedy zaślubiał umajoną panienkę. Jak co roku, żeby świat mógł istnieć i rozmnażać się mogli wszyscy w powracającym cyklu budzącej się do życia natury. Wiosna, kochanka Jarowita do dziś pokazywana jest na wizerunkach jako młoda niewiasta w powłóczystej szacie kwietnym wiankiem na głowie i boso. On też na swoim rumaku do ukochanej jeździł bez obuwia. Iście sielski wizerunek Jarowit dodatkowo w muskularnej dłoni trzymał pokaźny wiecheć słomy z kłosami zboża rozmaitego, jako zapowiedź przyszłych plonów i zapowiedzi urodzaju. Bóg wiosny i zarazem prokreacji. Wszystkie mężatki hołubiły jego wizerunek, by przyniósł im na wiosnę spełnienie i uwieńczenie związku małżeńskiego. Macierzyństwo, tak ważne dla każdej kobiety, w której natura dochodzi do głosu. Jarowit wieścił pogodę i czas miłości. Zabierał ukochaną na rumaka. Sadzał ją przed sobą i objeżdżał okolicę i cały słowiański świat wzdłuż i wszerz. Piękna z nich była para. Chrześcijaństwo niestety uczyniło ją wdową. Jak odszedł Jarowit, nie wiadomo. Nie wiadomo, komu udało się strącić go w niepamięć. Jednak stało się tak, jak chcieli mnisi i biskupi, przejmujący z rąk żerców siłą władzę nad ludzkimi duszami.

jaryło jarowit

Imię boga tłumaczy się jak młody pan. Pierwszy człon z korzeni indoeuropejskich oznacza wiosnę i młodość. Drugi był określeniem władyki. Pan młody i bogaty. Możny i pewny siebie. Nie przyjmujący odmowy. Szturmem i tupetem biorący wszystko, co tylko sobie zażyczył. Był symbolem Jarych godów / jarego święta czyli powitania wiosny przez Słowian.

Większość informacji o młodym i butnym bożku przekazali do naszych czasów dziewiętnastowieczni naukowcy. Etnografowie, którzy pracując na terenach należących do Białorusi i częściowo Ukrainy, przepytując ludność okolic Woroneża i zbierając wiadomości na temat pozostałości starych wierzeń obecnych do dziś w bogatych obrzędach dawnej Rusi Kijowskiej. Z dawnych wierzeń zachowawczych Rusinów pozostało ledwie echo, którego trzeba słuchać w ciszy, analizując opowieści osiemnastowiecznych i dziewiętnastowiecznych chłopów.

jaryło jarowit

Bardzo ważnym źródłem wiedzy są też stare kroniki. Wczesnośredniowieczne zapiski mnichów chrześcijańskich. Krzewiciele nowej wiary prawdziwej czynili notatki z obserwacji. Wszystko zawarli w rocznikach pisanych na zamówienie ówczesnych władców.